Wieści i opowieści z pogranicza racjonalnej treści – Dzień Kobiet

Witam serdecznie w pierwszym odcinku nowej serii na blogu! Dość spontanicznie, czyli typowo w moim stylu, wpadłam na pomysł, by coś takiego stworzyć, ale – również typowo w moim stylu – bez konkretnego zamysłu. Przynajmniej na ten pierwszy ogień. Generalnie jestem zwolenniczką podejścia „krok po kroku” z podejściem „jak się zacznie, to się znajdą zasoby”, przyprawionego podejściem „im więcej sobie nawrzucam, tym więcej zrobię”. I właśnie w związku z tym samo publiczne odtrąbienie, że zaczynam nowy serial, bez żadnego tak naprawdę przygotowania, sprawiło, że się solidnie zmotywowałam i temat na dzisiejszy występ znalazłam 🙂

Obrazek pochodzi ze strony AgataPisze.pl

To tak a propos tego wewnętrznego faszysty, który we mnie siedzi. Kiedyś o nim wspominałam, gdy pytano mnie, jak powstawał „Pan idealny”. On ciągle ma się dobrze i jest zdolny do stawiania mnie ostro pod ścianą, byleby tylko osiągnąć swój cel. A jego cel to i mój cel. Czy może raczej jej – mojej alter ego, czasem zwanej Anną Pettersen (zbieżność nazwisk przypadkowa…). Dobrze, przejdę w końcu do rzeczy, czyli do tematu, który biorę dziś na warsztat.

Mamy marzec, a więc miesiąc, który niemal zaczyna się od goździków, tudzież tulipanów, oraz bombonierek rozdawanych na lewo i prawo kobietom z okazji ich święta. Dzień Kobiet jakoś zawsze nastraja mnie dość negatywnie. Nie dlatego, że kolor tulipanków mi się nie podoba, a słodycze nie sprawiają przyjemności. Dlatego raczej, że w tym dniu i tylko w tym dniu się wszyscy budzą. Nagle zauważają kobiety i ich problemy. Wszędzie pojawiają się artykuły zwracające uwagę np. na to, jak duże są rozbieżności w wynagrodzeniach między kobietami a mężczyznami, ile kobiet pada ofiarą domowej przemocy, jak bardzo poniewiera się nas na porodówkach albo jak niewiele nam trzeba, by stać się w oczach społeczeństwa niemoralnymi w porównaniu do mężczyzn i ich podbojów seksualnych.

Fajnie. Piszą, krzyczą, uświadamiają. Wszyscy robią wielkie od przerażenia oczy, kręcą głowami, gestykulują manifestując swoje oburzenie. I co? I nic. Następuje dziewiąty marca i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, czy właściwie uderzeniem czarnej klątwy, dalej dzieje się to całe zło, które spokojnie działo się do siódmego marca włącznie.

Oczywiście generalizuję i upraszczam. Tak jednak to widzę. Nadal na całym świecie istnieje potworny problem jednakowego traktowania kobiet i mężczyzn, nawet w bardzo rozwiniętych i bogatych krajach. Ot, daleko szukać. Moja ukochana Norwegia! Niestety, nie jest idealna. Różnice w pensjach między kobietami a mężczyznami zajmującymi identyczne stanowiska, w tych samych firmach oraz posiadających to samo wykształcenie i doświadczenie, sięgają nawet kilkudziesięciu tysięcy koron. Na korzyść facetów, rzecz jasna.

Smutne to jest. Ale chyba jeszcze bardziej jest smutne to, że tylko w jednym dniu w roku rzuca się na te problemy światło – tak odważniej i agresywniej. Można by rzec, że dobre i to! Prawda. Chociaż zdecydowanie bardziej wolałabym nie dostawać tulipanków, czekoladek, życzeń na każdym kroku – nierzadko wypowiadanych bardzo machinalnie, na zasadzie „bo wypada”, a zamiast tego po prostu nie znać problemów, które wymieniłam wyżej, ani miliona podobnych.

Mam marzenie, aby pewnego dnia obudzić się w świecie, gdzie będę po prostu człowiekiem, a nie kobietą, matką, białaską, małomiasteczkową dziewuchą, ateistką bądź katoliczką, czy jakąkolwiek inną, zaszufladkowaną i zhierarchizowaną istotą z ograniczeniami nakładanymi przez tych „lepszych”. Będę doceniania, a nie oceniana przez pryzmat stereotypów.

Hm, czy jeśli to marzenie się spełni, to jest w ogóle możliwe, aby ten świat, w którym się obudzę był tym samym, tu na Ziemi? Zaczynam coraz bardziej wątpić. Zarówno w spełnienie marzenia, jak i jego spełnienie w tym życiu. Może kiedyś, gdzieś w zaświatach? Kosmosie? Innym wymiarze? Byleby w ogóle!

Zostawiam Was z tą refleksją i chętnie poznam Wasze zdanie na ten temat.

#wieściiopowieścizpogranicza #dzieńkobiet #dolatowskaniemilczy #dolatowskapisze #serial

Komentarze (3)

  1. Tak, to prawda co piszesz, ale jest „ale”. Świat ma tendencje do „szufladkowania”, ale wie o Tobie tyle ile mu powiesz. Niestety my sami jesteśmy głównie odpowiedzialni za to jak nas postrzegają, niezależnie od płci. Pytanie brzmi zawsze ile dajemy powodów na to, aby nas oceniono tak, a nie inaczej. Jesli chodzi o zarobki to powoli się to zmienia (czyt. oficjalne widełki na dane stanowisko), a przynajmniej w branży, w której pracujesz. Trzeba pamiętać o tym, że to jest niestety długotrwały proces. Wierzę, że idziemy w dobrą stronę i z tym optymistycznym akcentem Cię zostawiam. 🙂

    1. Prawda, choć nie miałam wpływu na to, że urodziłam się kobietą 🙂 To coś niezależnego, a niestety już wystarczająca podstawa do zaszufladkowania. Rzeczy w tym, by w ludziach było więcej empatii. By najpierw poznali, wczuli się choć na chwilę, a potem sobie oceniali. A fakt, że oceniać będą zawsze – to chyba naturalne.

  2. Rozumiem Twój punkt widzenia. Empatia jest na wagę złota. Łatwiej przychodzą osądy, stereotypy, aż w końcu niesmaczne przytyki. Wszyscy podlegamy ocenie. Tak jest ten świat skonstruowany. Nie da się tego uniknąć. Problem, o którym piszesz oczywiście istnieje. Ale wiesz co? Ludzie na pewnym poziomie umieją dostrzec „jakość” człowieka (wiem, że brzmi to obiektowo, choć chciałbym, żeby miało to inny wydźwięk), niezależnie od płci, koloru skóry, wyznania, wielkości wsi, z której pochodzimy. Wniosek jest taki (dodam, że wg mnie, bo nie twierdzę, że jest to prawda absolutna), że tylko takimi ocenami (zmierzającymi do obiektywnych w plus nieskończoności) powinniśmy się przejmować . Świata nie zbawimy, ale możemy nauczyć się ignorować takie sytuacje. Zachód (choć w wielu rzeczach, nie pochwalam pewnych wzorców) zmierza w tym kierunku i mentalnie „dorasta”, by każdy człowiek był równy. Każdy rodzaj dyskryminacji zaczyna być tępiony powoli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *