Komnata bez Numeru

Miałam dziś napisać „sypialnię”, ale nie napisałam. Straciłam motywację, bo chyba i tak nikt tego nie czyta, a jeśli czyta, to się pewnie z tego śmieje, itp. To nic. Pozwolę sobie zatem na mały kaprys.

Skoro nikt tego nie czyta, to mogę pisać cokolwiek. Cokolwiek. I tak nikt nie zawoła.

Szalona ja. Rozpędziłam się niczym Titanic i tak samo wpadłam na lodową górę rzeczywistości. A tak właściwie to czymże ona jest?

Mamią mnie moje własne iluzje. Jedna goni drugą, kolejna nachodzi na pierwszą. Kuszą, pachną, uśmiechają z iskierką w oku. Odwracają uwagę, rozpraszają. Tylko od czego? Od rzeczywistości czy może raczej innej, jeszcze większej iluzji?

Nieokreślona siła pcha mnie w określonym kierunku, tylko, że ja sama jeszcze nie wiem, w którym. Podsycana jakąś głęboką nadzieją, ślepą wiarą w coś, co nigdy nie istniało i nie wiem, czy w ogóle ma prawo istnieć.

Czym jest szczęście? Na pewno czymś, do czego nie potrafię znaleźć synonimu.

„Nothing is real – everything is permitted” czy „Everything is real – nothing is permitted”?

#surrealistycznie #oldschool #staramłodaja #komnatabeznumeru

Komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *