Idealny w kancelarii – odc. 6

Sądzę, że powoli wyczerpują mi się tematy na kancelarię, dlatego ten będzie przedostatnim. Zresztą tak, jak i z sypialnią – byle do siódemki, a potem… Potem na pewno coś wymyślę! Taki jest plan, a grunt to mieć jakiś plan. W każdym razie, do rzeczy – witam w przedostatnim odcinku kancelarii, w którym poruszę tak samo ostatnimi czasy modny, jak i kontrowersyjny temat kobiet w świecie IT. Z autopsji – własnej oraz mojej bohaterki.

Obrazek pochodzi ze strony wikia.net

Dawno, dawno temu, za pięćdziesięcioma firewallami, za milionem aktualizacji do Windowsa i za drzwiami świata chaosu bez Googla i Facebooka, żyła sobie mała, przestraszona dziewczynka z nadwagą, która za wzór kobiety idealnej stawiała sobie Larę Croft, zabijając ją przy tym codziennie poprzez zrzucanie z licznych przepaści. Pewnego dnia jednak, odkryła, że poza maltretowaniem swojej idolki, w matrixowych czeluściach wypasionego, jak na tamte czasy Optimusa z Celeronem III taktowanym na 300MHz, alzheimerowską pamięcią 32MB i dyskiem o kosmicznej przestrzeni nie przekraczającej 3GB, kryje się dużo ciekawszych zajęć. Między innymi, zmiana nudnego, szarego windowsowego interfejsu na taki fajny, nietypowy i linuxowy. Ot tak, by się wyróżnić i dla szpanu ogólnego. Operacja jednak zakończyła się niepowodzeniem gorszym niż stado bluescreenów. Trzeba było wezwać specjalistę – informatyka. Ha, jak to wtedy brzmiało! Tak nowocześnie, dostojnie, enigmatycznie.

Jak Neo z Matrixa!

Przyszedł więc tenże człowiek namaszczony tajemną wiedzą i tak jak stanął w drzwiach, tak wzbudził w tej małej dziewczynce zachwyt większy niźli sama lady Lara. Wysoki, szczupły blondyn z niebieskimi oczami i żylastymi dłońmi. Z pięknym, szerokim uśmiechem i luzacką manierą. Modna fryzura późnych lat dziewięćdziesiątych – na grzyba – dodawała mu jeszcze paręset punktów do aparycji. Podobno wtedy jeszcze był studentem.

Pacjent będzie żył?

Kiedy zasiadł przed półmartwym Optimusem, wyrażającym nic ponad czarny, golusieńki ekran z migającą pałeczką w lewym, górnym rogu, rozpoczął się prawdziwy rytuał zmartwychwstania. Jego długie palce biegały po klawiaturze tak płynnie, jak u Chopina po fortepianie. Mała dziewczynka z poczuciem winy, siedziała cichutko w kącie i obserwowała go z boku. Optimus chwycił pierwszy dech, potem następny. Na ekranie stopniowo zaczęło pojawiać się więcej rzeczy niż tylko smutna, samotna pałeczka. I wtedy zadział się cud – maszyna ożyła ukazując swój piękny, ekstrawagancki interfejs, który to dziewczynka na nią wcześniej dość nieudolnie nałożyła.

Plan 10-letni

Tak… I tak właśnie się zaczęła moja przygoda z IT. Moje zauroczenie panem informatykiem nie minęło – postanowiłam być, jak on. Postawiłam sobie za cel, by też kiedyś tak umieć. By posiąść tę tajemną wiedzę, by biegać po klawiaturze bez patrzenia i by ukraść Bogu ułamek mocy tworzenia i wskrzeszania. Miałam wtedy jakieś 10 lat. Ułożyłam sobie w głowie prosty plan – będę pilnie uczyć się matematyki i fizyki, pójdę do liceum do klasy mat-fiz, a potem złożę papiery na informatykę na polibudzie. No bo grunt to mieć jakiś plan, nieprawdaż? Jak wtedy postanowiłam (oczywiście plan się z czasem doprecyzowywał) tak zrobiłam. Ale… no właśnie.

Należałam do mniejszości. Byłam odmieńcem, wręcz dziwolągiem. Już w liceum znalazłam się w mniejszościowej grupie dziewcząt. Było nas dziewięć na dwudziestu jeden chłopaków. To jednak nic. Na studiach było nas sześć na ponad stu trzydziestu panów. A w grupie byłam jedna i dwudziestu dziewięciu przedstawicieli płci męskiej. Z początku byłam żywo przerażona. Wręcz spanikowana. Zawsze uwielbiająca ubierać się w intensywne kolory i wzory, często ekstrawaganckie, wtedy spuściłam z tonu i częściej wybierałam czernie i szarości – byleby tylko jakoś utonąć w tym tłumie. To było i tak jednak niemożliwe. Byłam dziewczyną – nie mogłam się tego wyrzec i zamaskować.

Pan czy pani?

Na szczęście strach miał tylko wielkie oczy. Dawałam radę być na równi z chłopakami. Zawiłe algorytmy i smaczki różnorakich języków programowania nie rozłożyły mnie na łopatki. Wręcz przeciwnie – zafascynowały i zainspirowały jeszcze mocniej do przyszłej pracy w tym zawodzie. A studiowanie z chłopakami było naprawdę ekstra przygodą, pełną wesołych sytuacji. Ileż to razy wykładowcy musieli się poprawiać mówiąc „panowie”, po tym jak nagle spostrzegli mnie – rodzynkę. Tak bardzo do tego przywykłam, że po którymś razie zaczęłam się zastanawiać, za co on właściwie przeprasza i odpowiadałam z szerokim uśmiechem oraz machając ręką: „nic nie szkodzi, jestem przyzwyczajona”. Bardzo mnie to bawiło i nigdy nie miałam im tego za złe. Zresztą, tak jest i do dziś, ale tym razem w pracy.

Stereotypy, stereotypy evrywszędzie!

No właśnie – w pracy. Bohaterka mojej powieści – Izabella była, jak i ja kobietą w IT. A Olaf był z początku tym, który nie uważał, by było to właściwe miejsce dla płci pięknej. Zakorzeniony w tym świecie od dawna, spotykał wokół jedynie mężczyzn. Był to taki warsztat samochodowy, gdzie widok kobiety mechanika jest, co najmniej dziwny. I nawet nie chodzi tu o kwestie kompetencji, ale zwykłe przyzwyczajenie do takiego, a nie innego stanu rzeczy. Olaf wziął sobie za punkt odniesienia fakt, że IT to męska branża, gdyż kiedy sam zaczynał swoją karierę, dokładnie taką ona była. Stąd wewnętrznie sprzeciwiał się zatrudnianiu kobiet, bo w jakiś sposób one mu nie pasowały i pewnie sam nie potrafił tego wytłumaczyć. Jednak jego zwierzchnicy wręcz na to nalegali. A dlaczego?

Taka moda

Ano dlatego, że ostatnio w tej branży zapanowało coś na kształt trendu, by nakłaniać kobiety do programowania. Zrodziło się mnóstwo organizacji promujących nowe technologie wśród kobiet, przygotowujących dla nich liczne, darmowe szkolenia oraz warsztaty. Zupełnie tak, jakby to była wysoce tajemna wiedza, której kobiety nie są w stanie same pojąć. Coraz więcej firm IT też bierze w tym intensywny udział chcąc pokazać, że oni również są tacy fajni i otwarci – że nie zamykają się w męskim świecie i tolerują „damskich mechaników”. Lecz tak naprawdę – w mojej skromnej opinii – te działania przeczą idei, której chcą przyświecać, czyli łamaniu seksistowskich stereotypów. Przeszłam przez studia informatyczne oraz pracuję w IT – cały czas w przewadze męskiego towarzystwa i jakoś nigdy nie spotkałam się z jakimkolwiek typem szkalowania mnie pt. „jesteś kobietą, więc na pewno tego nie pojmiesz”.

A tymczasem, te wszystkie akcje zachęcające dziewczyny do programowania są niczym innym, jak jakąś feministyczną nagonką na mężczyzn, którzy niby blokują kobietom tę branżę. Mnie jakoś nikt nie powstrzymał przed obronieniem tytułu magistra inżyniera informatyka ani nie wykluczył z rekrutacji wyłącznie ze względu na płeć. Chciałam pójść w tym kierunku, więc poszłam. Interesowało mnie to, więc maszerowałam prosto przed siebie.

Niszczycielka!

Można się zatem jedynie pochylić nad kwestią lepszego szerzenia tej dziedziny, by właśnie zainteresować nią większe grono – zarówno kobiet, jak i mężczyzn. No bo znowu – tak, jak zainteresowałam się ja, tak mógł każdy. Jedyne, co mi pomogło zainteresować się bardziej, to pozwolenie na psucie. Gdybym nie zepsuła, to bym nigdy nie poznała pana informatyka o magicznych zdolnościach. A czemu popsułam? Bo komputer w domu nie był porcelanową, zabytkową wazą schowaną za witrynką i wystawianą na środek stołu raz do roku, od święta, tylko był sprzętem do użytku i nauki. Jak każdy, inny sprzęt w domu.

Ada była, jest i będzie najpierwsza!

To nie jest tak, że w IT jest mało kobiet, bo mężczyźni tę branżę przed nimi zamknęli. Być może to młodzi chłopcy byli nieco odważniejsi, czy po prostu niegrzeczni, bo na przekór zakazom rodziców dobierali się do komputera? IT nigdy nie zamykało się przed kobietami. Ba, przecież pierwszą programistką była kobieta!

Szkopuł tkwi w tym, by być odważnym, ciekawym, czasem zbuntowanym. By psuć, bo na błędach najwięcej się można nauczyć. Dziewczyny, kobiety – przestańmy więc być takie grzeczne, poukładane i posłuszne! Psujmy! Bądźmy nieidealne! Bądźmy sobą i podążajmy za marzeniami – tak po prostu. Tak jak Lara Croft. Tak jak Iza.

#idealnywkancelarii #panidealny #powieść #oficynka #kulisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *